Blog

#NaszTeam: Najdrobniejsze rzeczy robione z miłością są WIELKIE.

#NaszTeam: Najdrobniejsze rzeczy robione z miłością są WIELKIE.

Przekonuję się też, że najmniejsza służba, czasem z pozoru śmieszna i wstydliwa, jest troską o drugiego człowieka, formą miłości i sposobem uwielbienia Najwyższego, który wywyższa przez uniżenie.

Moja historia ze Strefą Zero, jak wiele innych w moim życiu, to plan, jaki wobec mnie realizuje Bóg. Wiem, że ja sama lepiej tego bym nie wymyśliła – to On zna najwłaściwszy sposób, żeby doprowadzić mnie do wyznaczonego miejsca. Bóg mnie po prostu “podszedł”. Jeszcze kilka lat temu, kiedy Strefa dopiero rozkwitała, znalazłam w sobie odwagę, żeby się zaangażować. Nie wiedziałam jeszcze, że biorę udział w czymś tak majestatycznym i wpływowym. Gdybym wiedziała, pewnie by mnie to przeraziło, bo należę raczej do ostrożnych i powściągliwym osób.

Dla mnie wszystko zaczęło się w 2013 roku… Od 5 miesięcy przychodziłam na spotkania Wspólnoty, ale jeszcze nie byłam jej częścią. I wtedy na którymś spotkaniu jedna z liderek powiedziała, że nawet jeśli jest tu ktoś, kto nie jest w Metanoi, a chciałby się zaangażować i pomóc w organizacji Strefy Zero, to jest taka możliwość. Poczułam wtedy jakby to wezwanie było tylko do mnie, choć głównie odezwała się moja osobista ambicja: “Ja -jakbym mogła bezczynnie stać?!” i trochę z niepewnością, ale zaoferowałam swoją pomoc w razie potrzeby. Zostałam przydzielona do cateringu.

Właściwie nie znałam jeszcze na tyle ludzi ze wspólnoty i nie miałam zbyt głębokich relacji. Prawdę mówiąc czułam się trochę zagubiona. Urzekła mnie jednak otwartość i życzliwość innych, to, że traktują mnie tak swojsko, jakbym była jedną z nich. Dziś wiem, że byłam, choć na tamten moment tego nie czułam.

Dzień przed całym wydarzeniem siedzieliśmy do późna w sosnowieckim budynku, gdzie za niedługo wszystko miało się odbyć – każdy zaangażowany w przygotowania w swoich służbach. Kiedy nadszedł dzień Strefy Zero bardzo przeżywam własną rolę i oddałam się napełnianiu termosów, wykładaniu bułek i pilnowaniu porządku na stołach. Z korytarza słyszałam uwielbienie i entuzjastyczne zawołania ludzi. Poczułam lekki żal, że nie mogę być tam w środku na sali, choc później udało mi się wysłuchać dwóch wykładów.

Pamiętam sytuację, kiedy przebiegałam przez korytarz, żeby napełnić termos, podeszła do mnie pani z Radia eM, aby nagrać jakiś materiał. Pomyślałam sobie, że ja tu tylko gotuję wodę i właściwie nie wiem o co chodzi i odesłałam ją do kogoś bardziej kompetentnego. Czy naprawdę gotowałam tylko wodę? Według mnie tak, ale według Boga – nigdy! Zachwyt i wdzięczność ludzi, którzy na przerwach korzystali z naszej gościnności był na to najlepszym dowodem. Jeden chłopak osobiście podszedł do mnie i powiedział, jak właśnie pomyślał sobie, że zjadłby coś słodkiego, a tu wychodząc na przerwę patrzy i leżą słodkie bułki. “Jesteście cudowni” – powiedział. Bóg zatroszczył się o najmniejszą potrzebę.

Na kolejnej Strefie Zero pilnowałam, żeby nie zabrakło papieru toaletowego i opróżniam kosze na śmieci. Autentycznie czerpałam z tego radość, chociaż była to raczej ulga, że nie musiałam być wśród ludzi, zauważalna, odpowiedzialna za “wielkie rzeczy”. Rok później stałam już na scenie i byłam jedną z osób w służbie Uwielbienia. Szczerze mówiąc stałam tam jedynie z posłuszeństwa liderowi i strachu przed wypowiedzeniem prawdy, że się nie nadaję i lepiej jak będę wyrzucać śmieci. Jednak ta rzekoma prawda to jakieś okropne kłamstwa!

Strefa Zero i służba Uwielbienia osobiście są dla mnie walką z własnym lękiem i krzywym obrazem samej siebie, ze strachem przed tym, że inni usłyszą mój głos i potknięcia, to walka z chęcią ucieczki przed ludźmi, bycia zauważoną, wyraźną, ucieczki przed odpowiedzialnością i pracą nad sobą. To walka o to, aby modlić się i uwielbiać szczerze przed Bogiem, a nie przed ludźmi. To wreszcie też głos Boga, który mówi: JESTEŚ GODNA, żeby tu stać i mnie wysławiać, JESTEŚ PIĘKNA,  taką ciebie widzę, tak na ciebie patrzę, TAKĄ CIĘ KOCHAM!
Strefa Zero to część Jego planu na moją drogę duchową.

Przekonuję się też, że najmniejsza służba, czasem z pozoru śmieszna i wstydliwa, jest troską o drugiego człowieka, formą miłości i sposobem uwielbienia Najwyższego, który wywyższa przez uniżenie.

Autor: Małgorzata Krzyżak – w Metanoi od 5 lat, posługuje w Służbie Uwielbienia. Od 11 lat pracuje z osobami bezrobotnymi jako instruktor rękodzieła artystycznego, pomagając innym odkrywać talenty do tworzenia ładnych rzeczy. Wrażliwa dusza, inspiracje czerpie z otaczającej przyrody. Mając niewiele wolnego czasu, odpoczywa przy muzyce, dobrej książce lub piekąc pyszne ciasta. Cenne chwile, wspomnienia i to czego nie potrafi wypowiedzieć, zamyka w utworach poetyckich.

 

Dziel się, udostępniaj, lajkuj! 😉