Blog

Tworzyć na chwałę Stwórcy!

Tworzyć na chwałę Stwórcy!

W okolicach wiosny pierwsza próba, pierwsza praca nad openingiem w pełnym składzie i to, co miało być statystowaniem w toku pracy, okazało się sporym wyzwaniem i dość złożonym układem choreograficznym . I te miny… zwątpienia, niepewności, zaskoczenia, wreszcie przerażenia….jakby mówiły: „W CO TY NAS WPAKOWAŁAŚ?!”. Byłyśmy przekonane, że po pierwszej próbie z 11 osób przyjdą 2 .

Nie mam pojęcia o malowaniu, ale wyobrażam sobie to jakoś tak, że malarz ma w głowie jakiś zarys pomysłu, jakieś skrawki obrazu a potem musi to wszystko przenieść na płótno i stworzyć z tego sensowną całość. Z nami też trochę tak było, skrawki myśli, inspiracji, w głowie doświadczenia poprzednich lat i pragnienie, żeby stworzyć coś, co będzie oddawało chwałę Bogu i poruszy ludzkie serca . Co roku zanim zaczynamy tworzyć opening, towarzyszy mi ta sama myśl, nie jestem wtedy człowiekiem wiary: Boże drogi, jak my to zrobimy?? I co roku ten sam problem skąd wziąć ludzi, którzy poczują tą wizję i będą w stanie usłużyć na profesjonalnym poziomie. I co roku, gdzieś po drugiej stronie strachu to przekonanie: Zaufaj Panu, a On będzie działał, po prostu róbcie to, a On da zasoby. Bóg obdarzył Metanoię utalentowanymi ludźmi: wielu z nich z całego serca chce służyć tymi talentami Bogu i to jest takie piękne :). Jednak jak co roku, nie obyło się bez trudów, długich rozmów, braków kadrowych :), ale finalnie…znowu Bóg się zatroszczył i pomógł nam dobrnąć do końca.


Tegoroczne przygotowania, pierwszy rozmowy zaczęły się w okolicach listopada. Na początku zarys pomysłu, jakieś elementy, które mieliśmy nadzieję, w toku pracy skleją się w spójną całość. Mieliśmy Pawła, który mimo wielu obowiązków zgodził się skomponować muzykę, znaleźliśmy profesjonalną tancerkę, która zgodziła się pomóc z choreografią i zatańczyć za niewielką kwotę. No dobra, ale co dalej, skąd wziąć resztę ludzi?? Po rozmowach ustaliłyśmy ( z naszą profesjonalną Panią reżyser – Ewą Sałużanką), że angażujemy naszych ludzi w formie „STATYSTÓW” : nie będą potrzebne żadne umiejętności tanecznie, ani też doświadczenie sceniczne, potrzebni są „STATYŚCI”. I taką informację dostali nasi ludzie z Metanoi, usłyszeli że potrzebni są…. „STATYŚCI”.

Klika osób zgodziło się zaangażować. W okolicach wiosny pierwsza próba, pierwsza praca nad openingiem w pełnym składzie i to, co miało być statystowaniem w toku pracy, okazało się sporym wyzwaniem i dość złożonym układem choreograficznym . I te miny… zwątpienia, niepewności, zaskoczenia, wreszcie przerażenia….jakby mówiły: „W CO TY NAS WPAKOWAŁAŚ?!”. Byłyśmy przekonane, że po pierwszej próbie z 11 osób przyjdą 2 . Ale po raz kolejny się okazało, że ci kochani ludzie są zaprawieni do służby też w trudnych warunkach. Dzieci na wieczornych próbach, momentami już przysypiały z powodu późnych godzin, ale przy odrobinie zachęty zbierały się w sobie i skupiały się ze wszystkich sił. Moją bohaterką tego teamu jest Jasia, najstarsze ogniwo: nigdy nie miała do czynienia z tego typu aktywnością, żadnego doświadczenia w byciu na scenie, dodatkowo niedogodności w ciele związane z wiekiem, ale była niesamowita, wytrwała dzielnie do samego końca. Mój bohater numer dwa to najmłodszy, 6 letni uczestnik Piotruś, który swoją radością w układzie z tancerzami rozbrajał nas wszystkich, odpompowywał całe nasze ciśnienie.

Ksenia i Michał, którzy odkopali swoje taneczne talenty, byli niesamowici. Dzieciaki: Zuzia, Leon, Oliwka – tak dzielnie się trzymali. Karolina i jej przerażona mina na samym początku, która przerodziła się w ogromny uśmiech podczas przygotowań i druga Karolina, która miała najcięższe flagi i tak dzielnie niosła ten ciężar i służyła swoim pięknym ruchem. Nasi goście Ola i Iwo , którzy zgodzili się, by współtworzyć te niecałe 10 minut ruchomego “obrazu” i nasi niesamowici, zapożyczeni z “wielkiego” tanecznego świata – Aga i Patryk.

Jak zwykle było warto. Na każdym etapie tej podróży Duch Święty inspirował nas, zachęcał, podpowiadał rozwiązania, rozplątywał okoliczności, obdarowywał. Kocham te emocje, które towarzyszą tej pracy, kocham to jak się jednoczymy we wspólnym staraniu, kocham to jak stajemy jedno, jak nie odpuszczamy, kocham te wspólne modlitwy przed próbami, te momenty kiedy łapiemy się za ręce. Kocham to „Ojcze nasz” które często wybrzmiewa w naszych wspólnych modlitwach. Kocham jak Bóg w nas pracuje w tym czasie, jak nas uzdrawia i pomaga przełamywać ograniczenia. Wreszcie kocham ten moment, kiedy stajemy tak maksymalnie zdyscyplinowani w dniu Strefy, kiedy oddychamy głośniej w oczekiwaniu na pierwszy dźwięk muzyki, kiedy nie możemy powstrzymać łez wdzięczności i wzruszenia i ten moment kiedy słyszymy od ludzi, że poruszało, że było pięknie, że są wdzięczni.

Po to, by widzieć Kościół, w którym każdy jest potrzebny: bez względu na status wiek, czy zasoby… warto!. Dla Boga i dla Was , którzy przyjeżdżacie na Strefę… warto :). Dla tych wszystkich momentów…co roku…warto :).

AutorJoanna Mazurek – Liderka Służby Modlitwy. Na Strefie Zero odpowiedzialna m.in za opening. Bliska jej sercu jest modlitwa tańcem i flagami. Posługuje jako animator małej grupy, jest częścią drużyny tworzącej służbę kobiet Ezer. Zawodowo zajmuje się organizacją eventów. Prywatnie ciekawa świata i życia, bliskie relacje z ludźmi są dla niej wielką wartością. Uwielbia spontaniczne wypady i dalekie podróże bez scenariusza. Kocha wyczerpujące wyprawy rowerowe, samotne wycieczki po górach, słońce, poranki w nowych miejscach, folkowe zawodzenie i flamenco.

 

Dziel się, udostępniaj, lajkuj! 😉