Blog

„Nikt nie mógł wymyślić tego lepiej niż On!” 

„Nikt nie mógł wymyślić tego lepiej niż On!” 

5 scen, 5 monologów, 5 historii, 5 świadectw z ust 7 bohaterów. Jak na spektakl, teatralną formę – skromne środki: wizualizacje, animacja komputerowa, jeden hoker, gdzieś z boku gitara, kilka kolorowych świateł, no i oni – bohaterowie. Zwyczajni. Zwyczajnie wychodzą na scenę, zwyczajnie wyglądają, zupełnie zwyczajnie zaczynają o sobie: Cześć wam! Mam na imię Piotrek, mam 33 lata, jestem architektem, mieszkam w Sosnowcu. Cześć! Mam na imię Magda, a ja jestem Grzesiek, mieszkamy w Balinie, niedaleko Jaworzna. I tak dalej, i tak dalej. Zupełnie zwyczajnie, co? Tak zaczyna się forma teatralna pt. „Namaszczeni”, która miała swoją premierę w drugim dniu ubiegłorocznej Strefy Zero.

„Bóg używa zwyczajnych ludzi do nadzwyczajnych rzeczy” – to motto naszej wspólnoty. Motto, od którego wszystko się zaczęło. Zeszłorocznym hasłem konferencji Strefa Zero było – „Namaszczeni”  – oni, ci, którzy stanęli i podjęli wyzwanie rzucone przez Niego.

No właśnie. Jest jeszcze jedna postać, od której wszystko się zaczęło. To sam, we własnej osobie, On. Taki po prostu – ma swoje konto na Facebooku, zdjęcie profilowe, tablicę, na której udostępnia info dla reszty świata. Ma również sporo ludzi w „Znajomych”. Znalazł sobie miejsce w naszym skomplikowanym, nowoczesnym świecie i jest stale obecny, dostępny na wyciągnięcie ręki. Przegląda profile, zaprasza do grup społecznościowych (do których sam oczywiście należy!), lajkuje, komentuje, ogląda fotki, odtwarza filmiki, ale przede wszystkim jest obecny. Myślisz, to niemożliwe, bo przecież ten Bóg mieszka w Starym Testamencie, w Kościele (i to tylko podczas niedzielnej mszy świętej!) albo w domach sióstr zakonnych. Owszem, tam również jest Jego dom. Jest wszędzie tam, gdzie Ty Go potrzebujesz. Nawet wtedy, kiedy po raz setny wgapiasz się w ekran swojego komputera i nie bardzo potrafisz sobie odpowiedzieć, dlaczego to robisz. Tak, nawet wtedy jest z Tobą i obserwuje Cię po drugiej stronie ekranu.

Takie też wrażenie odbieramy z widowni, patrząc na scenę i czekając na rozwój wydarzeń „Namaszczonych”. Widzimy ekran komputera bez żadnej postaci, ale czujemy, że ktoś przed nim siedzi. Nie widzimy Go, ale widzimy Jego oczami, z Jego perspektywy (na ekranie widok pulpitu komputera – „faceBogowego” profilu). Tak, „faceBogowego”, bo tak nazywa się ten serwis społecznościowy – faceBóg. Podglądamy każdy Jego ruch – ruch ręki – kursora komputera. To On wybiera. Nie jest to wybór losowy. Jego wybór to nie przypadek. Wybiera imiennie. Zna każdego z imienia i nazwiska. Naciska kursor – i tak wszystko się zaczyna…

Wychodzą oni, zwyczajni, mówić o nadzwyczajnych rzeczach. Wywołani jednym gestem i powołani do życia. Powołani i namaszczeni do… – no właśnie, do nadzwyczajnych rzeczy, w nadzwyczajnej mocy – w Jego mocy.

Mówią, opowiadają, dialogują, a nawet rapują. Na różne tematy, tak jak różni są oni – bohaterowie. Jednak wszyscy mówią o jednym ważnym wydarzeniu – spotkaniu, dotknięciu, życiowym zwrocie akcji… A mówią jednym głosem – głosem namaszczonego.

A wszyscy w jednym duchu: „Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił, abym ubogim głosił dobrą nowinę. Posłał mnie, abym opatrzył rany złamanych na duchu, abym ogłosił więźniom wyzwolenie, a zniewolonych uczynił wolnymi, abym ogłosił rok łaski od Pana i dzień odpłaty naszego Boga, abym pocieszał wszystkich pogrążonych w żałobie, niósł radość opłakującym Syjon, dał im diadem zamiast popiołu, olejek radości zamiast żałoby, płaszcz chwały zamiast przygnębienia!” Iz 61, 1-3.

Inspiracją oczywiście był teatr. Marzeniem był spektakl. Poruszający spektakl, którego widzami będą głodni Boga. Była tylko jedna wątpliwość – przecież teatr to fikcja! Wymyślony scenariusz, wymyślone postaci. Kolejny problem – scenariusz… I kolejny – aktorzy… I kolejny… Trochę ich było.

W teatrze ogląda się sztuki, bajki i inne formy widowisk. Zazwyczaj są to sztuki wymyślone i napisane przez dramatopisarzy, a wykreowane przez reżyserów. A więc opierają swoją fabułę na rzeczywistości fikcyjnej. Wielokrotnie zastanawiałam się, jak to możliwe, żeby teatr  zaistniał w kościele? Jak to możliwe, żeby scenariusz nie opierał się na fikcji? Skąd wziąć aktorów, którzy nie będą aktorami? Którzy nie będą stwarzali fikcyjnych postaci? W końcu – jak połączyć teatr, który oparty jest na kreacji, z prawdą płynącą z wiary, Pisma Świętego i wreszcie – od samego Boga.

W końcu zaskoczyło! Przecież scenariusz jest! Został napisany. Oczywiście Jego autorstwa. W tym momencie rozwiązał się również problem grających aktorów. Przecież to Jego ludzie! Z reżyserią również nie było problemu – On okazał się najlepszym reżyserem, nikt nie mógł wymyślić tego lepiej niż On sam! Każda z występujących osób podzieliła się świadectwem ze spotkania z Bogiem, z ważnego wydarzenia ze swojego duchowego życia, a każda w innej – najbliższej sobie – formie. Pierwszy pojawił się Piotrek, 33-letni architekt, uwikłany w ruch New Age, szczęśliwie uzdrowiony i uwolniony, aby na końcu zostać namaszczonym i oddać się w ręce Sprawiedliwego – i działać w jedynej, słusznej sprawie. Druga pojawiła się drobna, piękna kobieta – Joanna, podróżniczka, marzycielka, poszukująca Jego głosu, a zatem własnego imienia. Do niej Bóg również przemówił. Na końcu Joanna żegna się z widzem: „Mam na imię Asia, Wołająca Odważnie, namaszczona przez Boga”. Nagle z widowni wyłonił się przyjezdny gość konferencyjny, który, rozochocony innymi świadectwami, również zechciał dodać kilka słów od siebie – ubrał je w zgrabne rymy i zarapował: „Teraz dzięki Tobie nie jeżdżę na rondzie w kółko, jadę według Twej mapy, a cel to niebo – mój dom. Może jesteś tym wszystkim zaskoczony, kim jestem? Marek – przez Boga namaszczony”. Po nim na scenę wchodzi Maryla – dojrzała, piękna kobieta, z pięknym bagażem doświadczeń i pięknym słowem o namaszczeniu do małżeństwa i macierzyństwa. W trakcie jej świadectwa co jakiś czas odzywa się on – najpierw chłopak z marzeń, następnie mąż i ojciec jej dzieci. „Żeby nigdy nad naszym gniewem nie zaszło słońce” – mówi i przy akompaniamencie ich wspólnej piosenki wychodzą, razem w miłości. I na końcu pojawili się oni – Grzegorz i Magda. Architekci, którzy znaleźli swój dom. Zbudowali dom, stworzyli pełną rodzinę, są szczęśliwi. Jednak nadal coś nie daje im spokoju i chyba znajdują sedno wciąż żywego pragnienia: „I wiesz? Mimo że jesteśmy tu już kilka dobrych lat i w naszym domu czuję się świetnie, to gdzieś cały czas mam przekonanie, że to nie koniec, że to nie cel naszego życia, że sens naszego życia nie jest w murach, w ścianach domu…, nie w Warszawie, Otwocku, Puławach czy Balinie. W żadnym konkretnym miejscu na świecie. Rozumiesz? Że to jest gdzieś tam, nie potrafię ci wytłumaczyć, gdzie, ale nie tu; że gdzieś jeszcze musimy pójść dalej. Właśnie, że musimy iść, że ważne jest to, aby budować, żeby być w procesie, żeby ciągle odczuwać pragnienie budowania”.

 Te wszystkie pięć świadectw składających się na scenariusz spektaklu teatralnego stały się paradoksalnie częścią mojego świadectwa. Świadectwa namaszczenia, które zrodziło się, a które nadal jest w procesie, w ciągłym odczuwaniu pragnienia budowania. Jaki będzie kolejny etap? To wie tylko On. Ja natomiast modlę się o natchnienie Ducha Świętego i Jego prowadzenie.

Mam na imię Anna – namaszczona przez Boga.

  „I On ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, innych ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami dla przysposobienia świętych do wykonywania posługi, celem budowania Ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa” Ef 4, 11-13.

 Amen.

 Anna Retoruk-Sowa

Palec wskazujący należy do pani reżyser i autorki tekstu.

 

Ps. Forma teatralna do obejrzenia w całości pod linkiem.

 

 

 

 

Dziel się, udostępniaj, lajkuj! 😉